Nie wiem co się stało i nie wiem jak tu się znalazłyśmy. Wiem tylko tyle, że właśnie stąpam po ziemi Los Angeles i to w 87 roku. Czyżby niemożliwe stało się możliwe? Nie wiedziałam czy to sen, czy jawa, ale to tak naprawdę było najmniej istotne - ważne było to jak świetnie się obydwie czułyśmy. Liczy się tu i teraz.
Szłam chodnikiem rozglądając się i podziwiając piękne widoki. Jest tak inaczej, taka inna atmosfera. nie da się tego wytłumaczyć. Jest cudownie, pomyślałam jednocześnie zaciągając się pachnącym powietrzem. Idąc z Andreą ulicami Miasta Aniołów mijali nas najprawdziwszy ludzie z lat osiemdziesiątych.
Nawet nie wiecie jakie to przeżycie! Po pewnym czasie, gdy przeszłyśmy już dobry kawałek idąc przed siebie i podziwiając widoki, nogi zaczynały dawać nam o sobie znać. Doszłyśmy do miejsca gdzie otaczała nas sama zieleń. Wskazałam palcem na białą tabliczkę z napisem "Wattles Garden Park".
Szłam chodnikiem rozglądając się i podziwiając piękne widoki. Jest tak inaczej, taka inna atmosfera. nie da się tego wytłumaczyć. Jest cudownie, pomyślałam jednocześnie zaciągając się pachnącym powietrzem. Idąc z Andreą ulicami Miasta Aniołów mijali nas najprawdziwszy ludzie z lat osiemdziesiątych.
Nawet nie wiecie jakie to przeżycie! Po pewnym czasie, gdy przeszłyśmy już dobry kawałek idąc przed siebie i podziwiając widoki, nogi zaczynały dawać nam o sobie znać. Doszłyśmy do miejsca gdzie otaczała nas sama zieleń. Wskazałam palcem na białą tabliczkę z napisem "Wattles Garden Park".
- Chodź, odpoczniemy. Przy okazji zobaczymy napis Hollywood. Z tego parku go widać, jeśli się nie mylę - rzuciłam do przyjaciółki idąc w kierunku wejścia.
Weszłyśmy dobre 200 metrów w głąb ogrodu. An walnęła się całym ciałem na soczystą, zieloną trawę, natomiast ja usiadłam kulturalnie na ławce obok. Ona wpatrywała się w błękitne niebo, ja natomiast podziwiałam słynne HOLLYWOOD. Milczałyśmy tak przez dobre pół godziny, kiedy moja towarzyszka się odezwała:
- Nie wiem co jest kurwa grane, ale strasznie mi się tu podoba. Jeśli to jest sen, to jest w chuj realny. Niech nigdy się nie kończy.
- Wiesz, jestem tego samego zdania. Nie słyszałam, żeby w 2013 roku ktoś niespodziewanie przeniósł się do przeszłości - odpowiedziałam.
- Może... Może jesteśmy pierwszym takim przypadkiem? - zaśmiała się.
- Szczerze, to cała ta sytuacja mi się w głowie nie mieści i gdy o tym myślę to łeb mi pęka, więc zostawmy ten temat. Cieszmy się chwilą - powiedziałam to co myślałam. Serio, nie mogłam tego pojąć. Postawcie się w mojej sytuacji. Zasypiacie w swoim domu, budzicie się w latach 80 i nic nie wskazuje na to, że to jest sen. Znam się trochę na świadomym śnie, więc pomyślałam, że zmienię lokalizacje, ale nic nie ruszyło. To wszystko jest prawdziwe... A może to jakaś inna odmiana snu? Mniejsza. Zaburczało mi w brzuchu. Głód. Od rana nic nie jadłam, zresztą Andrea też.
- Jesteśmy spłukane, nie mamy żadnej kasy. Jakieś pomysły? - wstała z trawnika otrzepując tyłek.
- Zero - wyciągnęłam się na ławce.
- Musimy wydostać się z tego parku i znaleźć jakiś sklep. Coś się wymyśli. Ruszaj się - klepnęła mnie w ramię i ruszyła przed siebie. Podążyłam za nią, spoglądając jeszcze kilka razy słynne litery na górze.
W zasadzie sklepów w LA nie brakuje, ale po wyjściu z parku, znajdowałyśmy się na dzielnicy gdzie było pełno domków jednorodzinnych. Postanowiłyśmy więc iść przed siebie, żeby wyjść z ich strefy, by zbliżyć się bardziej do centrum. Idąc śpiewałyśmy na cały głos Paradise City, Gunsów czym wzbudziłyśmy sympatie napotkanych przez nas ludzi. Milutko! Po dobrej godzinnej przechadzce napotkałyśmy dwóch, młodych, długowłosych chłopaków którzy grali na klasykach na ulicy. Siedzieli na murku i rzępolili na swoim sprzęcie. Andrea, jak to Andrea złapała mnie za rękę i zaciągnęła bliżej nich.
Musiała posłuchać, musiała... Oby dwaj grali, ale jeden z nich, ten w krótszych włosach śpiewał. I jeśli mam być szczera, był przeciętny. Nic specjalnego, ale oczywiście moja przyjaciółka miała już kisiel w gaciach. Grali chyba coś swojego, bo nie mogłam rozpoznać utworu. Pewnie sami coś tam bazgrolą. Stałam z założonymi rękoma, patrząc w niebo i przewracając oczami ze zniecierpliwienia. Wreszcie skończyli. Jeden wyjął papierosa, by zapalić, drugi - wokalista - podszedł do nas, a właściwie to do An.
- Cześć Złotko, chyba nie jesteś stąd?
- Aż tak bardzo widać? - uśmiechnęła się niepewnie.
- Skąd jesteście? Co tu robicie? - zapytał się przyjacielskim tonem.
- Nowy York, zwiedzamy - wtrąciłam.
- Polecam się jako przewodnik, mów mi Jerry - uśmiechnął się uwodzicielsko do mojej towarzyszki. Chyba przewodnik pochwy An, pomyślałam.
- Naprawdę? Jestem Andrea, miło mi - tak, wdzięczyła się do niego. Facet miał już jej odpowiedzieć, ale ja odciągnęłam ją na bok. Pokazałam dłonią znak temu całemu chłopakowi, że to zajmie chwilę, na co on podszedł do swojego kolegi, pod murek.
- Słuchaj, jestem głodna.
- Słyszę - spojrzała na mój brzuch z którego wydobywały się dziwne odgłosy, wróciła wzrokiem na moje oczy. - ale to jest chłopak z lat 80 i to niczego sobie!
- Nie trać na niego czasu, pomyśl, mamy rok 1987, jakieś wnioski? - cisza. - Oh, Andrea! Nasze ulubione zespoły są młode, możemy je poznać z bliska. Większość członków tych zespołów jest na wyciągnięcie ręki. Czy to nie wspaniałe?! - Ostatnie zdanie, właściwie to pytanie wypowiedziałam dość głośno, można powiedzieć, że krzyknęłam.
- O kurwa, faktycznie! - chyba się tym podjarała.
- Dlatego zostaw tego gościa w spokoju. Teraz chodźmy do tego sklepu bo umieram - złapałam ją za dłoń i pociągnęłam. Zdążyła pomachać Jerremu i na tym ich znajomość się skończyła. Już miałam wejść do pierwszego lepszego sklepu który zobaczyłam, ale usłyszałam za sobą pisk.
- Victoria! Matko, zobacz! Walk Of Fame! Chodź musimy przejść chociaż kilka metrów tą Aleją, proszę! Wiesz, że Cię kocham? - Andrea zrobiła słodkie oczka. Oczywiście się zgodziłam. Wszystko dla niej, ja umrę z głodu, ale przecież najważniejsze jest, żebyśmy zobaczyły Aleję Gwiazd.
Dobra, już tak nie narzekam. Szczerze, to ja też chciałam tam iść. Więc ruszyłam tyłek ze schodów sklepu, objęłam moją kochaną przyjaciółkę ręką i ruszyłyśmy na zwiedzanie. Tak, to był zdecydowanie najlepszy poranek i popołudnie w moim życiu, niby nic specjalnego nie robiłyśmy, ale gdy przenosisz się do wymarzonych lat osiemdziesiątych wszystko jest wspaniałe, piękne i kolorowe...
Spaść tak w lata osiemdziesiąte bez grosza przy duszy, kto to w ogóle wymyślił? Dobra, ogólnie czy ktoś spodziewałby się przynajmniej przez sekundę, że wylądujemy znikąd w naszym Rajskim Mieście, w najcudowniejszych latach w historii? Wątpię. To się nie śniło nawet filozofom. Kurwa, o czym Ty pierdolisz, za przeproszeniem, moja droga Andreo? W zasadzie dlaczego ja proszę o wybaczenie własne myśli, samą siebie? Aaaa, no tak, przecież odnoszę się też niejako do drogich czytelników. Wszystko jednak ze mną cacy.
Weszłyśmy dobre 200 metrów w głąb ogrodu. An walnęła się całym ciałem na soczystą, zieloną trawę, natomiast ja usiadłam kulturalnie na ławce obok. Ona wpatrywała się w błękitne niebo, ja natomiast podziwiałam słynne HOLLYWOOD. Milczałyśmy tak przez dobre pół godziny, kiedy moja towarzyszka się odezwała:
- Nie wiem co jest kurwa grane, ale strasznie mi się tu podoba. Jeśli to jest sen, to jest w chuj realny. Niech nigdy się nie kończy.
- Wiesz, jestem tego samego zdania. Nie słyszałam, żeby w 2013 roku ktoś niespodziewanie przeniósł się do przeszłości - odpowiedziałam.
- Może... Może jesteśmy pierwszym takim przypadkiem? - zaśmiała się.
- Szczerze, to cała ta sytuacja mi się w głowie nie mieści i gdy o tym myślę to łeb mi pęka, więc zostawmy ten temat. Cieszmy się chwilą - powiedziałam to co myślałam. Serio, nie mogłam tego pojąć. Postawcie się w mojej sytuacji. Zasypiacie w swoim domu, budzicie się w latach 80 i nic nie wskazuje na to, że to jest sen. Znam się trochę na świadomym śnie, więc pomyślałam, że zmienię lokalizacje, ale nic nie ruszyło. To wszystko jest prawdziwe... A może to jakaś inna odmiana snu? Mniejsza. Zaburczało mi w brzuchu. Głód. Od rana nic nie jadłam, zresztą Andrea też.
- Jesteśmy spłukane, nie mamy żadnej kasy. Jakieś pomysły? - wstała z trawnika otrzepując tyłek.
- Zero - wyciągnęłam się na ławce.
- Musimy wydostać się z tego parku i znaleźć jakiś sklep. Coś się wymyśli. Ruszaj się - klepnęła mnie w ramię i ruszyła przed siebie. Podążyłam za nią, spoglądając jeszcze kilka razy słynne litery na górze.
W zasadzie sklepów w LA nie brakuje, ale po wyjściu z parku, znajdowałyśmy się na dzielnicy gdzie było pełno domków jednorodzinnych. Postanowiłyśmy więc iść przed siebie, żeby wyjść z ich strefy, by zbliżyć się bardziej do centrum. Idąc śpiewałyśmy na cały głos Paradise City, Gunsów czym wzbudziłyśmy sympatie napotkanych przez nas ludzi. Milutko! Po dobrej godzinnej przechadzce napotkałyśmy dwóch, młodych, długowłosych chłopaków którzy grali na klasykach na ulicy. Siedzieli na murku i rzępolili na swoim sprzęcie. Andrea, jak to Andrea złapała mnie za rękę i zaciągnęła bliżej nich.
Musiała posłuchać, musiała... Oby dwaj grali, ale jeden z nich, ten w krótszych włosach śpiewał. I jeśli mam być szczera, był przeciętny. Nic specjalnego, ale oczywiście moja przyjaciółka miała już kisiel w gaciach. Grali chyba coś swojego, bo nie mogłam rozpoznać utworu. Pewnie sami coś tam bazgrolą. Stałam z założonymi rękoma, patrząc w niebo i przewracając oczami ze zniecierpliwienia. Wreszcie skończyli. Jeden wyjął papierosa, by zapalić, drugi - wokalista - podszedł do nas, a właściwie to do An.
- Cześć Złotko, chyba nie jesteś stąd?
- Aż tak bardzo widać? - uśmiechnęła się niepewnie.
- Skąd jesteście? Co tu robicie? - zapytał się przyjacielskim tonem.
- Nowy York, zwiedzamy - wtrąciłam.
- Polecam się jako przewodnik, mów mi Jerry - uśmiechnął się uwodzicielsko do mojej towarzyszki. Chyba przewodnik pochwy An, pomyślałam.
- Naprawdę? Jestem Andrea, miło mi - tak, wdzięczyła się do niego. Facet miał już jej odpowiedzieć, ale ja odciągnęłam ją na bok. Pokazałam dłonią znak temu całemu chłopakowi, że to zajmie chwilę, na co on podszedł do swojego kolegi, pod murek.
- Słuchaj, jestem głodna.
- Słyszę - spojrzała na mój brzuch z którego wydobywały się dziwne odgłosy, wróciła wzrokiem na moje oczy. - ale to jest chłopak z lat 80 i to niczego sobie!
- Nie trać na niego czasu, pomyśl, mamy rok 1987, jakieś wnioski? - cisza. - Oh, Andrea! Nasze ulubione zespoły są młode, możemy je poznać z bliska. Większość członków tych zespołów jest na wyciągnięcie ręki. Czy to nie wspaniałe?! - Ostatnie zdanie, właściwie to pytanie wypowiedziałam dość głośno, można powiedzieć, że krzyknęłam.
- O kurwa, faktycznie! - chyba się tym podjarała.
- Dlatego zostaw tego gościa w spokoju. Teraz chodźmy do tego sklepu bo umieram - złapałam ją za dłoń i pociągnęłam. Zdążyła pomachać Jerremu i na tym ich znajomość się skończyła. Już miałam wejść do pierwszego lepszego sklepu który zobaczyłam, ale usłyszałam za sobą pisk.
- Victoria! Matko, zobacz! Walk Of Fame! Chodź musimy przejść chociaż kilka metrów tą Aleją, proszę! Wiesz, że Cię kocham? - Andrea zrobiła słodkie oczka. Oczywiście się zgodziłam. Wszystko dla niej, ja umrę z głodu, ale przecież najważniejsze jest, żebyśmy zobaczyły Aleję Gwiazd.
Dobra, już tak nie narzekam. Szczerze, to ja też chciałam tam iść. Więc ruszyłam tyłek ze schodów sklepu, objęłam moją kochaną przyjaciółkę ręką i ruszyłyśmy na zwiedzanie. Tak, to był zdecydowanie najlepszy poranek i popołudnie w moim życiu, niby nic specjalnego nie robiłyśmy, ale gdy przenosisz się do wymarzonych lat osiemdziesiątych wszystko jest wspaniałe, piękne i kolorowe...
Spaść tak w lata osiemdziesiąte bez grosza przy duszy, kto to w ogóle wymyślił? Dobra, ogólnie czy ktoś spodziewałby się przynajmniej przez sekundę, że wylądujemy znikąd w naszym Rajskim Mieście, w najcudowniejszych latach w historii? Wątpię. To się nie śniło nawet filozofom. Kurwa, o czym Ty pierdolisz, za przeproszeniem, moja droga Andreo? W zasadzie dlaczego ja proszę o wybaczenie własne myśli, samą siebie? Aaaa, no tak, przecież odnoszę się też niejako do drogich czytelników. Wszystko jednak ze mną cacy.
Zastanawiacie
się pewnie skąd moja niepohamowana gonitwa myśli? W zasadzie powodowana jest
pustką w moim małym żołądku. Tak, jakby nie patrzeć My, modelki, również
potrzebujemy jakichś kalorii do życia. A nawet jeśli, to nie mam skąd
wytrzasnąć dietetycznej coli, która tak prawdę mówiąc wcale takową nie jest.
Kiedy wyszłyśmy z "Alei gwiazd" czułam nie tylko ból brzucha, ale i okropny i nieznośny promieniujący ból nóg. Nałaziłyśmy się jak głupie. Chociaż z drugiej strony co innego miałyśmy do roboty? Siedzieć na dupie, na chodniku, czy krawężniku, albo jakiejś zielonej trawce? Nie, to byłaby totalna paranoja i zajeżdżająca wręcz hipokryzją...
Kiedy wyszłyśmy z "Alei gwiazd" czułam nie tylko ból brzucha, ale i okropny i nieznośny promieniujący ból nóg. Nałaziłyśmy się jak głupie. Chociaż z drugiej strony co innego miałyśmy do roboty? Siedzieć na dupie, na chodniku, czy krawężniku, albo jakiejś zielonej trawce? Nie, to byłaby totalna paranoja i zajeżdżająca wręcz hipokryzją...
Potrzebujemy
razem z Victorią jakiegoś żarcia, picia, czy chociażby suchej bułki. Zaczął się
nasz raj na ziemi, a my mamy pozdychać z pragnienia, czy głodu? Taka śmierć
mnie ani trochę nie satysfakcjonuje. Taka. Sraka. Owaka. Żadna. W tym momencie
chcę żyć wiecznie. Jak to brzmi, aż skojarzyło się tak głupio z tymi masowymi
literackimi kiczami, typu 'Pamiętniki wampirów' czy totalnie przeorana 'Saga:
Zmierzch'. O cholera, dopiero teraz do mnie dotarło, że żadnego z wymienionych
jeszcze nikt nawet nie wymyślił. Czyż świat nie jest cudowny bez tego chłamu?
Moje rozmyślania o dupie marynie momentalnie zakłóciła przestępująca z nogi na nogę Vic.
Moje rozmyślania o dupie marynie momentalnie zakłóciła przestępująca z nogi na nogę Vic.
Skierowałam
wzrok na nią. Spojrzenie brzmiało 'Co Ty u diabła robisz?', odczytała to jak
mniemam, od razu odpowiedziała na moje nieme pytanie.
- Jezuuu, szczać mi się chce, nie patrz tak na mnie. Potrzeby fizjologiczne są naprawdę ważne w naszym życiu...
- Jezuuu, szczać mi się chce, nie patrz tak na mnie. Potrzeby fizjologiczne są naprawdę ważne w naszym życiu...
Przewróciłam
oczyma. Zaczęłam pogardliwie kręcić głową.
- Serio, nie wiedziałabym, że sikanie jest nam w życiu niezbędne.
- Serio, nie wiedziałabym, że sikanie jest nam w życiu niezbędne.
Odpowiedziałam
zgryźliwie układając usta w cienki pasek. Znalazłyśmy nieopodal, na trasie
naszej wycieczki, bar, do którego wepchnęłam przyjaciółkę.
- Idź, godzin szczytu dla tej spelunki nie ma, to możemy spokojnie iść do kibla.
- Idź, godzin szczytu dla tej spelunki nie ma, to możemy spokojnie iść do kibla.
Gdy w
końcu dziewczyna zniknęła za drzwiami WC, ja zaczęłam przeglądać się w lustrze.
Co my mamy teraz zrobić? Nie mamy pieniędzy, jedzenia, noclegu, ubrań na
zmianę... To wszystko przysłoni mi piękno mojego marzenia.
Złapałam
się nerwowo za głowę. Łokcie oparłam na umywalce zastanawiając się dłuższą
chwilę nad tym co dalej... Zacisnęłam tak mocno palce na skroniach, aż zaczęło
mnie boleć.
- Chodź, już możemy iść.
- Chodź, już możemy iść.
Dopiero
głos kobiety wyrwał mnie z transu. Im dłużej myślałam, tym większy chaos
tworzyło mi to w głowie. Natłok wrażeń, co? Coś się wymyśli, przecież nie my
jedne jesteśmy w takiej sytuacji. Dobrze, nie do końca identycznej... Są ludzie
bez kasy, domów, jedzenia, wanny... Kurwa mać!
Wyszłam spiesznym krokiem z pubu. Rozejrzałam dookoła.
Wyszłam spiesznym krokiem z pubu. Rozejrzałam dookoła.
Jedyne
co przychodziło mi w tym momencie do głowy, było co najmniej niepoważne.
Użyłabym w tym przypadku o wiele bardziej trafnych, oraz nieładnych słów...
Jednak, powstrzymam się.
- Wiem jak zdobyć żarcie.
- Wiem jak zdobyć żarcie.
Przyjaciółka
spojrzała na mnie z szerokim uśmiechem, oczami błyszczącymi jak węgielki, a
ja... Bałam się jej reakcji, na słowa, które zaraz usłyszy.
- No?
- Noooooo... Pójdę do sklepu... - Urwałam. Zrobiłam skrzywioną minę, jednak Victoria nacisnęła, więc dokończyłam. - I coś ukradnę.
- No?
- Noooooo... Pójdę do sklepu... - Urwałam. Zrobiłam skrzywioną minę, jednak Victoria nacisnęła, więc dokończyłam. - I coś ukradnę.
Zdziwiłam
się. Oczekiwałam jakiegoś krzyku, pisku, umoralniania mnie, wykładów, kazań,
rekolekcji... Dobra, jak zwykle się zagalopowałam. Jednak wszyscy są mądrzy i
potrafią domyślić się bez problemu na co liczyłam.
Stwierdziła
jedynie:
- Nie mamy wyjścia.
- Nie mamy wyjścia.
Jej
słowa jak zwykle były wręcz wykurwiście oczywiste, ale teraz nie czas, miejsce
i sytuacja na kłótnie, czy też moje wredne docinki. Obawiałam się, naprawdę,
jednak nic innego nie wchodziło w grę.
Nie
myślcie sobie, że pod uwagę nie brałam pracy. Była jedną z kilku opcji. Została
jednak szybko odrzucona. Pomyślmy. Kto przyjmie kogoś obcego, bez CV,
kwalifikacji, rekomendacji, w 'dziwnych' ciuchach, oraz całkowicie spłukanego,
bez adresu zameldowania..? Sami rozumiecie. Pozostawała droga niestety
nieuczciwa, przestępcza, chujowa za razem.
- Idź, po prostu wejdź... - Rzuciła do mnie Vic.
- Idź, po prostu wejdź... - Rzuciła do mnie Vic.
Miałam
po prostu to zrobić, brzmi niesamowicie dwuznacznie. Powinnam wziąć to nieco
poważniej, jednak trudno było mi w tym momencie wyzbyć się moich głównych cech.
Weszłam pewnym krokiem do spożywczego. Rozejrzałam się powoli po regałach. Typowo normalny, osiedlowy sklepik. Liczyłam na to, że sprzedawca będzie gdzieś na zapleczu... (...)
Weszłam pewnym krokiem do spożywczego. Rozejrzałam się powoli po regałach. Typowo normalny, osiedlowy sklepik. Liczyłam na to, że sprzedawca będzie gdzieś na zapleczu... (...)
Spojrzałam
z wymownym wyrazem twarzy na przyjaciółkę, która udawała, że przegląda półkę z
czasopismami. Słyszała już jak policja wypytuje mnie o moje 'motywy'.
Zastanawiacie się o czym mówię? Jakie gliny? Skąd? Po co? Dlaczego? Jakie znowu
wypytywanie, motywy, z dupy sobie wzięła? Otóż nie. Niestety. Mowa była o tym
co skierowało mnie do zbrodni. Brzmi jakbym kogoś zabiła. Jednak jedynie
dopuściłam się kradzieży, na której zostałam przyłapana.
Bezzwłocznie
po mojej odmowie współpracy, policjant siłą skuł nie w kajdanki. Ręce teraz
miałam skrępowane z plecami. Niesamowicie niewygodne, nie polecam. Jak widać
żart trzyma się mnie jak rzep psiego ogona, nawet w takiej niezbyt zabawnej
sytuacji. Powiedziałabym, że sytuacja była wręcz podła. Przykra. Niefortunna.
Boże,
co mnie wzięło na opisywanie mojego chujowego losu. Prychnęłam niezadowolona,
gdy pchnął mnie nieznacznie do przodu. Widziałam przerażenie na twarzy Victorii.
Mężczyzna z okularami na nosie zaczął wolno wyprowadzać mnie z budynku. Mało
bym się na progu nie zabiła. Musiałam w jakiś sposób „niemo” w sekundę dogadać
się z Victorią co robić dalej…
Gdy już
siedziałam na siedzeniu z tyłu radiowozu zaczynałam obmyślać plan ucieczki. Pamiętam
jak pierwszy raz spisywali mnie, jak miałam piętnaście lat. Fakt pozostaje
faktem, że wtedy nie odpowiadałam za swoje czyny, byłam za młoda. Rodzice jakoś
też przymknęli na to oko. Papierosy w naszym domu nie były niczym mocno
zakazanym. Może to źle świadczyć o moich ukochanych starszych. Jebać to na ten
czas.
W celi znalazłam się po niedługim czasie. Siedziało tam dwóch dziwnych, napakowanych, łysych, z nieprzyjemnym wyrazem twarzy typów. W kącie przyuważyłam jeszcze jednego, mniej przerażającego jak na moje oko. Zastanawiałam się długi czas czy nie powinni wrzucić mnie do jakiejś oddzielnej... Przysiadłam obok mężczyzny skulonego na więziennej leżance. Wzdrygnął się podnosząc głowę. Oniemiałam. To był Rose. Zbyt zajebiście, żeby było prawdziwie... Cholera jasna, przecież teraz już przed ujrzeniem go, było wystarczająco cudownie.
- Laska w celi, czy jesteś transwestytą?
Zabrzmiał jego niski, męski głos, a ja wręcz nie osikałam się ze szczęścia. Tak prawdę mówiąc niezbyt docierał do mnie sens jego słów. Po czasie zdałam sobie jednak sprawę co powiedział. Sama nie wiem czemu, ale rozbawiło mnie to pytanie, gdyby nie był Axlem, za pewne wkurwiłabym się jak nigdy wcześniej. Teraz wydało mi się prześmieszne, a nawet w pewien sposób urocze. Jestem chyba psychopatką.
- Nie udowodnię, ale jestem kobietą.
Miałam jedynie nadzieję, że zabrzmiałam wystarczająco naturalnie i na luzie. Moje obawy zostały rozwiane, gdy usłyszałam jak uśmiecha się pod nosem. Pierwszy raz w życiu dane mi było widzieć jego, a co mówić z tak bliska, w dodatku w wieku dwudziestu-paru lat.
- Nie udowodnisz, ale jesteś kobietą. Może w końcu nie będę musiał ruchać w dupę, ani być w nią dymany.
Poruszył brwiami, mierząc mnie od góry do dołu swoimi zielonymi oczami. Zaśmiałam się na jego słowa gardłowo. Jeszcze czego, marzy mu się nie wiadomo co, faceeeeeci! (...)
O dziwo wokalista nie miał w zamiarze dopierdolić się do mnie w jakiś chamski sposób. Rozmawialiśmy! Autentycznie. Przez ten cały czas zapomniałam zupełnie o Vic. Dopiero kiedy rudy zapytał:
- Ciebie ktoś ma zamiar stąd wyciągnąć?
Zaczęłam poważnie martwić się o mój dalszy los, o przyjaciółkę i nasz 'Anielski Raj'.
- Nie. To znaczy tak... - Prędko poprawiłam. - Tyle, że nie zabierze, nie mamy kasy, dlatego właśnie tutaj jestem.
Zabrzmiałam pewnie dosyć żałośnie. Nasza sytuacja nie była kolorowa, na złość musiał mi przypomnieć. Rozmowa na tym została zakończona. Rose jedynie w odpowiedzi pokręcił delikatnie głową na boki. Siedzieliśmy długo w milczeniu. Wyrzuty sumienia zaczynały mnie zżerać. Zapytasz czytelniku czy powinny? Sama nie wiem, w zasadzie nie miałyśmy innego wyjścia. Jeżeli nie ja, to Vica teraz musiałaby tutaj siedzieć. Chujowym wyborem był mały sklep, w jakimś większym może udałoby się wyjść niezauważonym. O czym ja pierdolę, przecież ja jestem w sukience, w której nie ma kieszeni. Gdzie miałabym schować te skradzione rzeczy? Do butów?
Nie wiem czy przysnęłam na ścianie, skulona, czy może urwał mi się film... bo ocknęłam się dopiero jak przez okno oblepione pajęczyną wdarło się kilka promieni słonecznych. Zaklęłam pod nosem czując czyjeś ciało na swoim. Boże, Rose na mnie leżał, nie wierzę... Spokojnie, zachowaj spokój, nie rób gwałtownych ruchów... szkoda, że nie miałam aparatu. Kurwa, o czym ja myślę w takiej chwili. Zapominałam co to zdrowy rozsądek. Powinnam zastanowić się jak się stąd wydostanę, co robi Victoria i czy zdobyła coś do jedzenia. Dwóch napakowanych facetów chyba noc miało bardzo upojną, bo jeden z nich nie miał... Ja pierdole, nie musiałam tego widzieć. Uraz do końca życia, co najmniej.
- Zaraz mnie stąd zabiorą.
Usłyszałam niesamowicie ochrypnięty głos Axla, dobiegający gdzieś jakby zza ściany. Spojrzałam na niego przecierając delikatnie oczy. Byłam padnięta. Warunku w jakich spałam - o ile spałam - były niesamowicie nieprzyjazne, jednak czego ja się mogłam spodziewać po celi przejściowej.
- No tak, Twoi znajomi. - Powiedziałam z żalem w głosie. Po mnie nikt nie przyjdzie. - Miło mi było Cię poznać.
- Jeszcze się zobaczymy, wierz mi.
Uśmiechnął się półprzytomnie. Podniósł się, by następnie podejść do "naszej łazienki" czyli pisuaru, niczym nie zasłoniętego. Szybko odwróciłam wzrok. Patrzyłam prosto na biurko na którym przysypiała glina pilnująca nas przez całą noc. Cholera, jestem tutaj kilkanaście godzin, a już czuje się okropnie.
Po jakimś czasie usłyszałam rozmowy, znów spałam, teraz to ja korzystałam z ramienia mojego "towarzysza w niedoli". Otworzyłam leniwie oczy. Rose zerwał się z miejsca. Kraty zostały otworzone. To już? Zostanę tutaj z dwójką napakowanych, ruchających się jak króliki gejów?
- Iz, wpłaciliście?
Axl odezwał się w stronę Izziego. Zajebiste uczucie, znać kogoś, kogo powinno się widzieć pierwszy raz, to aż śmieszne.
- Inaczej kutasie nie myty nie otwieraliby Ci skurwiałych krat, nie myślisz? - Powiedział akurat Slash, Izzy milczał, widać pytanie rudego było dla niego bardziej retoryczne.
- Milcz psie, macie jeszcze jakieś pieniądze?
Slash odrzucił głowę w tył, odwracając się plecami.
- Mamy, czego kurwa chcesz?
Stradlin w końcu wydał z siebie głos. Rozbawiło mnie jego olewawcze podejście do wokalisty, chyba niezbyt mu się to podoba. Szkoda, że nie widzę wyrazu jego twarzy. Ciekawi mnie też, dlaczego jeszcze tutaj stoją, zamiast czym prędzej wynosić się z tego obszczanego więzienia.
- Zapłać kaucje za nią.
Odwrócił się w moją stronę. Moje oczy przybrały kształt pięciozłotówek. Długo nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam, czy naprawdę może być tak pięknie?
Miałam jedynie nadzieję, że zabrzmiałam wystarczająco naturalnie i na luzie. Moje obawy zostały rozwiane, gdy usłyszałam jak uśmiecha się pod nosem. Pierwszy raz w życiu dane mi było widzieć jego, a co mówić z tak bliska, w dodatku w wieku dwudziestu-paru lat.
- Nie udowodnisz, ale jesteś kobietą. Może w końcu nie będę musiał ruchać w dupę, ani być w nią dymany.
Poruszył brwiami, mierząc mnie od góry do dołu swoimi zielonymi oczami. Zaśmiałam się na jego słowa gardłowo. Jeszcze czego, marzy mu się nie wiadomo co, faceeeeeci! (...)
O dziwo wokalista nie miał w zamiarze dopierdolić się do mnie w jakiś chamski sposób. Rozmawialiśmy! Autentycznie. Przez ten cały czas zapomniałam zupełnie o Vic. Dopiero kiedy rudy zapytał:
- Ciebie ktoś ma zamiar stąd wyciągnąć?
Zaczęłam poważnie martwić się o mój dalszy los, o przyjaciółkę i nasz 'Anielski Raj'.
- Nie. To znaczy tak... - Prędko poprawiłam. - Tyle, że nie zabierze, nie mamy kasy, dlatego właśnie tutaj jestem.
Zabrzmiałam pewnie dosyć żałośnie. Nasza sytuacja nie była kolorowa, na złość musiał mi przypomnieć. Rozmowa na tym została zakończona. Rose jedynie w odpowiedzi pokręcił delikatnie głową na boki. Siedzieliśmy długo w milczeniu. Wyrzuty sumienia zaczynały mnie zżerać. Zapytasz czytelniku czy powinny? Sama nie wiem, w zasadzie nie miałyśmy innego wyjścia. Jeżeli nie ja, to Vica teraz musiałaby tutaj siedzieć. Chujowym wyborem był mały sklep, w jakimś większym może udałoby się wyjść niezauważonym. O czym ja pierdolę, przecież ja jestem w sukience, w której nie ma kieszeni. Gdzie miałabym schować te skradzione rzeczy? Do butów?
Nie wiem czy przysnęłam na ścianie, skulona, czy może urwał mi się film... bo ocknęłam się dopiero jak przez okno oblepione pajęczyną wdarło się kilka promieni słonecznych. Zaklęłam pod nosem czując czyjeś ciało na swoim. Boże, Rose na mnie leżał, nie wierzę... Spokojnie, zachowaj spokój, nie rób gwałtownych ruchów... szkoda, że nie miałam aparatu. Kurwa, o czym ja myślę w takiej chwili. Zapominałam co to zdrowy rozsądek. Powinnam zastanowić się jak się stąd wydostanę, co robi Victoria i czy zdobyła coś do jedzenia. Dwóch napakowanych facetów chyba noc miało bardzo upojną, bo jeden z nich nie miał... Ja pierdole, nie musiałam tego widzieć. Uraz do końca życia, co najmniej.
- Zaraz mnie stąd zabiorą.
Usłyszałam niesamowicie ochrypnięty głos Axla, dobiegający gdzieś jakby zza ściany. Spojrzałam na niego przecierając delikatnie oczy. Byłam padnięta. Warunku w jakich spałam - o ile spałam - były niesamowicie nieprzyjazne, jednak czego ja się mogłam spodziewać po celi przejściowej.
- No tak, Twoi znajomi. - Powiedziałam z żalem w głosie. Po mnie nikt nie przyjdzie. - Miło mi było Cię poznać.
- Jeszcze się zobaczymy, wierz mi.
Uśmiechnął się półprzytomnie. Podniósł się, by następnie podejść do "naszej łazienki" czyli pisuaru, niczym nie zasłoniętego. Szybko odwróciłam wzrok. Patrzyłam prosto na biurko na którym przysypiała glina pilnująca nas przez całą noc. Cholera, jestem tutaj kilkanaście godzin, a już czuje się okropnie.
Po jakimś czasie usłyszałam rozmowy, znów spałam, teraz to ja korzystałam z ramienia mojego "towarzysza w niedoli". Otworzyłam leniwie oczy. Rose zerwał się z miejsca. Kraty zostały otworzone. To już? Zostanę tutaj z dwójką napakowanych, ruchających się jak króliki gejów?
- Iz, wpłaciliście?
Axl odezwał się w stronę Izziego. Zajebiste uczucie, znać kogoś, kogo powinno się widzieć pierwszy raz, to aż śmieszne.
- Inaczej kutasie nie myty nie otwieraliby Ci skurwiałych krat, nie myślisz? - Powiedział akurat Slash, Izzy milczał, widać pytanie rudego było dla niego bardziej retoryczne.
- Milcz psie, macie jeszcze jakieś pieniądze?
Slash odrzucił głowę w tył, odwracając się plecami.
- Mamy, czego kurwa chcesz?
Stradlin w końcu wydał z siebie głos. Rozbawiło mnie jego olewawcze podejście do wokalisty, chyba niezbyt mu się to podoba. Szkoda, że nie widzę wyrazu jego twarzy. Ciekawi mnie też, dlaczego jeszcze tutaj stoją, zamiast czym prędzej wynosić się z tego obszczanego więzienia.
- Zapłać kaucje za nią.
Odwrócił się w moją stronę. Moje oczy przybrały kształt pięciozłotówek. Długo nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam, czy naprawdę może być tak pięknie?
Kolejny rozdział i to... Zajebisty. Boże, wspaniały pomysł miałyście. Ja to bym chyba panikowała, gdybym znalazła się w takiej sytuacji jak bohaterki. A one normalnie na luzie zwiedzają sobie Los Angeles xD Jezu, końcówka! Świetna, tylko ucięłyście w takim momencie, że teraz nie mogę się doczekać 3 rozdziału, żeby dowiedzieć się co Gunsi poczęli z Andreą ;__; Weny życzę, oby tak dalej <3
OdpowiedzUsuńOoo świetne! Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów :3 Życzę wam weny :)))))
OdpowiedzUsuńWszystko pięknie ładnie, historia zmierza w dobrym ciekawym kierunku, tylko brakuje mi tu... realizmu. I nie ma to nic wspólnego z podróżami w czasie! Chodzi mi raczej o zachowanie Vic i An - tak aż za bardzo beztrosko podchodzą do całej tej sytuacji. Owszem, doza humoru i pozytywnego nastawienia zawsze mile widziana, ale jakoś nie czuję tego, że ani trochę nie martwią się jak na dłuższą metę tam się ulokować, a już tym bardziej o to, jak wrócą. A tak poza tym to opowieść rozkręca się w dobrym kierunku, czekam na dalszy rozdział!
OdpowiedzUsuńCud, miód i malina *u*
OdpowiedzUsuńDopiero drugi rozdział, a ja już kocham to opowiadanie i oczywiście jego dwie zajebiste bohaterki :D Pierwszy dzień w L.A i już odsiadka w pace? Pozytywnie! Chociaż.. Trafić do więzienia z Axlem? Można by się skusić... xD Swoją drogą... rudzielec mnie zaskoczył. Chce żeby wpłacili kaucję za w sumie.. nieznaną mu dziewczynę ;-; To.. takie urocze <3
I co by tu jeszcze... Piszecie świetnie dziewczyny i mam nadzieję, że już niedługo dodacie nowy rozdział. Mnóstwa weny życzę :)))
Ciągle czekam na 3 rozdział. Wchodzę tu codziennie XD Więc, postanowiłam zostawic komentarz, tak, żebyście wiedziały, że wasza czytelniczka czeka bo w chuj podoba jej się ta historia :3 <3
OdpowiedzUsuńJaki czad! Uwielbiam to opowiadanie! Nie no, siedzieć z Axlem w więzieniu, mi to pasuje. xD Ja doczekać się już nie mogę kolejnych... Jeeej..
OdpowiedzUsuńKomentuję to, komentuje i skomentować nie mogę. XDDD Jak dla mnie bomba, ciekawe pierwsze spotkanie z Axlem, osobiście nie chciałabym zostać na nieokreśloną ilość czasu z napakowanymi królikami ruchającymi się w pupki. XD
OdpowiedzUsuńJestem pod wrażeniem.
OdpowiedzUsuńPomysł na opowiadanie jest fantastyczny i co najważniejsze - nieoklepany. Podoba mi się sposób bycia bohaterek, są takie wyluzowane i dojrzałe zarazem. Nie wiem co mogłabym jeszcze dodać, oprócz tego, że czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały :)
Pozdrawiam!