środa, 18 grudnia 2013

Rozdział I.

     Jak zwykle wpadałam na wspaniałomyślne pomysły. Czasem byłam narcyzem. Jednak w większości przypadków nie potrafiłam oceniać siebie w mało krytycznym świetle. Byłam bardzo wysoka, co czasem było uciążliwe. Wyobraźcie sobie, że każdy chłopak zaczynając od czasów mojej edukacji był ode mnie o głowę niższy. Później dopiero zaczynaliśmy się wyrównywać, by następnie mnie przerastać. Jednak nigdy nie miałam chłopaka. Może to z powodu mojego charakteru. Wygląd powinien być w porządku, przecież modelką  nie zostaje byle kto, z przeciętną i podłą urodą. Prawda? Najzwyczajniej w świecie trudno było im mnie docenić. Dzisiaj jestem zajebista, lubię siebie.
     Zaczęłam podśpiewywać mimo woli piosenkę "Yesterday" zespołu Guns n Roses. Oh, jak ja ją uwielbiam... Powinnam przejść do faktów bardziej oczywistych i dla nas ważniejszych. Planowałam się napierdolić, naćpać, czy zjarać. Tyle papierosów kupiłam... znajomi mieli przynieść ze sobą coś białego i pachnącego. Mowa o kokainie i marihuanie. Dla mało wtajemniczonych. Seksu, chce mi się seksu. Boże, dlaczego ostatnio stałam się nad aktywna w tej sprawie? Dobrze, że udawało mi się chociaż trafiać na takich, którzy mogą mnie przelecieć bez związku. Oczywiście niezbyt przypadkowi, raczej znajomi, którym włącza się popęd jak u królików.
       Czyż to nie zabawne? Planowałam całą imprezę tygodniami, jestem jakaś pojebana. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Żadnych uchybień od reguły. Działanie jak w najlepszym zegarku. Andrea, pierdolcu Ty, dlaczego musisz wszystko tak dogłębnie analizować...
       Właśnie jeżeli już mowa o dogłębności... Kurwa!
     Ta impreza miała przejść do historii. Niedługo wszyscy będą mówić o mnie. 'Tak, Andrea, tak, ona, która zrobiła najlepszą balangę we wszechświecie!' no... I oczywiście Victoria. Przecież jakbym o niej zapomniała, za pewne, mówiąc delikatnie powiesiłaby mnie za kłaki na pobliskim płocie. Ah, ta więź między najlepszymi przyjaciółkami. Srają do siebie uśmieszkami, słodkimi gównianymi tekstami, by za chwile skakać sobie do oczu, gdy jedna spojrzy na chłopaka, który drugiej się podoba. Cóż... Więcej nie powiem, jak po prostu... Przyjaźń.
           Jak dla mnie ten wstęp jest dosyć kiczowaty, łzawy i nudny, dlatego przejdę do przygotowania naszej epickiej imprezy. Najważniejsze rzeczy zostały zakupione w ten sam dzień. Marihuana. Boże jaka piękna, pachnąca... Aż kusi, żeby zapalić... Nie, nie mogę, przecież trzeba będzie ogarniać jakoś całą tą rozszalałą dzicz, która zleci się do nas na chatę. Piwo stało w przenośnej lodówce z lodem już kilka godzin. Ciepłe jest ohydne, smakuje jak siki, albo rzygi. Nie, nie próbowałam nigdy żadnego z powyższych. Niemądry czytelniku. 
       Coś do jedzenia, jakieś chipsy, coca-cola do zrobienia jakichś chujowych mikstur z toną toniku, whisky, bądź tradycyjnie - czystej - stoi i elegancko oczekuje na przybycie naszej wiary. Ludzie pewnie wszystko nam poniszczą, wydamy na nich fortunę, ale KTO BOGATEMU ZABRONI, jak się zarabia, to się ma. A taka impreza jest wręcz obowiązkowa, jeżeli chce się zjednać do siebie ludzi. Przyciągnąć. A w jaki inny sposób to zrobimy? Zaprosimy ich na herbatkę, ciasteczka do eleganckiej kawiarenki, gdzie w ciszy będziemy ją popijać kurwa z porcelanowej wykwintnej zastawy, kosztującej krocie? Śmiechu warte, serio...
          Nie ma zbytnio co się rozchodzić nad nieistotnymi faktami, trzeba skoczyć na górę zmienić fatałaszki. Wcisnęłam się w obcisłą, czarną sukienkę. Nałożyłam wysokie obcasy, niedbale upięłam włosy, by następnie szybko się umalować. Musiałyśmy z Viką wyglądać olśniewająco. Musieli zapamiętać nas jak najlepiej. Tylko kurwa jak ja ich wszystkich upilnuje na tych osranych szpilach?
     Obejrzałam jeszcze na szybko całe pomieszczenie, wydawało się być w porządku. Pizza była zamówiona. Nie miałam pojęcia jak wielu ludzi przyjdzie, jednak zaproszonych było około pięćdziesięciu. Jak można się domyślić będzie ich albo mniej, albo dwa razy więcej. Jeden powie, że weźmie swojego kumpla, drugi kumpel weźmie koleżankę do kolekcji. A nasz dom będzie pękał w szwach. Moja ukochana toaleta będzie zajebiście zarzygana, już to czułam. Dobrze by było, gdyby jedynie tamto pomieszczenie było... pewnie mój ukochany dywan... kurwa chyba go zaraz zwinę i schowam do szafki. 
      Dlaczego zawsze byłam taką panikarą? Przesadzasz Andrea, dociera? Prze-sa-dzasz. To tylko impreza... tylko impreza na pięćdziesiąt osób... Tylko mnóstwo ludzi depczących mój świeżo wyprany puchaty dywan... Do moich uszu dobiegł dźwięk pukania, a następnie walenia do drzwi, w połączeniu z chamskim wciskaniem dzwonka. 
- Ja pierdole! 
        Krzyknęłam w głos, gdy akurat byłam w połowie... zwijania dywanu. Szybko wepchnęłam go na siłę do schowka. W tym samym momencie Victoria zbiegła po schodach krzycząc: Luz, ja otworzę..



        Pociągnęłam ostatni raz mascarą po rzęsach, po czym zakręcając tusz stanęłam przed wielkim lustrem w moim pokoju. Okręciłam się dwa razy wokół własnej osi, wpatrując się w odbicie. Nie oszukujmy się, jestem młodą, wysoką i atrakcyjną kobietą. Ciemno-brązowe włosy, niebieskie oczy, pełne usta i mocno zarysowana szczęka... Zmarszczyłam brwi. 
- No i chuj z tego, a faceta se znaleźć na stałe nie możesz. Ja pierdole - krzyknęłam do swojego odbicia, po czym rzuciłam na swoje łóżko mascarę, którą miętosiłam cały czas w ręku. 
      Zerknęłam jeszcze raz na siebie kątem oka. Miałam na sobie czarny t-shirt z logiem Iron Maiden (Żelazna Dziewica, tak jestem dziewicą), mojego ulubionego zespołu, baaardzo obcisłe, skórzane spodnie - które podkreślały mój piękny tyłeczek. No i na stopach moje ulubione trampki. Może coś ze mną jest jednak nie tak. Przygryzłam wargę. Żaden mężczyzna nie bierze mnie na poważnie. Głupia przecież nie jestem, pomyślałam. 
Postanowiłam porozmawiać o tym z moją ukochaną Andreą. Tak, wiem. Zaraz impreza, a ja chce smęcić mojej przyjaciółce. To się nazywa wyczucie czasu. Puściłam całusa do swojego odbicia w lustrze i zrobiłam zeza... No co! Chyba nie chcecie mi powiedzieć, że wy nie robicie dziwnych min stojąc przed lustrem?
      Mniejsza o to. Ruszyłam w kierunku drzwi. Na korytarzu zauważyłam, że moja współlokatorka zwija swój ukochany dywan . Zachichotałam pod nosem. Już miałam się do niej odezwać, kiedy zadzwonił dzwonek. 
       Andrea nerwowo wciskała dywan do schowka. 
- Luz, ja otworzę! - krzyknęłam zbiegając po schodach. It's party time.
      Walenie do drzwi się nasilało.Stanęłam obok nich. Tak, obok. Bo gdybym stanęła na przeciwko ich i je otworzyła, zostałabym zadeptana. Serio. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam drewniane wrota. W tej samej chwili Andrea zchodziła z góry. Włączyła pilotem na DVD koncert Guns n' Roses Live at the Ritz z 1988 roku, po czym podeszła do mnie z otwartą buzią. Nie byłam lepsza. Też miałam otwartą gębę. Stałyśmy tak i obserwowałyśmy jak tłumy ludzi wchodzi do naszego mieszkanka. Tak, kurwa mieszkanka, a nie chałupy która pomieści tyle ludu. Andrea puknęła mnie łokciem. 
- Zapraszałaś 50 osób czy 150? - jej usta były cały czas otwarte. Nie odpowiedziałam. - Ty sprzątasz! - zaśmiała się, pocałowała mnie w policzek, następnie pogłośniła lecący koncert, rzuciła pilot w kierunku wielkich doniczek z kwiatami i ruszyła w tango. 
       Stałam jeszcze przez kilka minut w tym samym miejscu obczajając towarzystwo, mając również nadzieję, że sąsiedzi nie zadzwonią na policję za kilka godzin. Wiecie, zakłócanie cieszy nocnej. Co do ludzi to same brudy i rockmeni. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Z tego natłoku myśli wyrwała mnie lecąca w moją stronę puszka piwa. Złapałam, uf. 
- Rozluźnij się, impreza się rozkręca... - uśmiechnął się słodko, długowłosy blondyn który rzucił mi alkohol. 
      Podszedł do mnie, podał rękę. 
- Jim jestem - przedstawił się. 
- Viki, cześć - uścisnęłam mu dłoń, otworzyłam piwo i wzięłam łyka. - jeśli Cię nie znam, to znaczy, że jesteś osobą towarzyszącą. Z kim przyszedłeś? 
- Jestem znajomym Sary. Powiedziała, że będzie to coś w stylu sex, drugs and rock n' roll, więc nie mogłem tutaj nie przyjść. 
- W zasadzie dobrze to ujęła - zaśmiałam się. Tym razem wzięłam więcej łyków piwa, ale odstawiłam je na pobliski stolik, który nie wiem kurwa z jakiej racji był już zawalony szklankami, popielniczkami i chuj wie jeszcze czym. 
      Ta impreza naprawdę przejdzie do historii. A wracając do procentów, jeśli mam być szczera, to nie przepadam za alkoholem, nie smakuje mi. Wolę sobie zapalić trawe, albo połknąć jakieś ekstazy... Dobra, wiem, że was to nie interesuje. 
      Wzięłam swojego nowego przyjaciela za rękę i poszliśmy do salonu - bo tam, w trakcie imprezy najwięcej się dzieje. I miałam rację. Po lewej się bzykają, po prawej tańczą, na wprost rozmawiają, a na środku, przy stoliku siedzi Andrea i wciąga z naszymi ZAPROSZONYMI znajomymi kokę. 
      Felix, nasz czarnoskóry przyjaciel siedział sobie natomiast i palił w spokoju jointa. Ale jak to ja, muszę mu ten spokój zburzyć. Podeszłam, zabrałam mu z buzi towarek, po czym się zaciągnęłam. Ooo tak. Uwielbiam to uczucie. Nie, żebym była uzależniona, ale lubię sobie raz na jakiś czas zajarać, to odpręża. A szczerze dawno tego nie robiłam. Praca, dom, praca, dom. Jaka praca? Zakład fotograficzny. Spełniam swoje marzenia. Właściwie to chyba dobrze mi idzie, bo w moim pokoju stoi piękny Fender Stratocaster. Tak, stoi. Bo nie mam czasu kiedy na granie. A kiedy mam czas to leniuchuje w łóżku, na sofie, bądź na Andreii. Brr, dobra, Vicky. Odpręż się, już za chwile, za momencik... Felix wyrwał mi jointa z ręki. 
- Oddaj, zrób sobie nowego - walnęłam go lekko w łysą głowę. Oddał. Jezu, jaki niegrzeczny. 
      Sara położyła dwie pizze na stolik. Dosiadłam się. Jemy, gadamy, jaramy, pijemy - tak, ja też. No skusiłam się na Jacka Danielsa. Chwilę później wiedzę jak Andrea razem z Sarą tańczą naśladując kocie ruchy Axla... A ja... Mi jest niedobrze. Muszę do łazienki. No i kurwa, zawsze sobie mówię, że nie będę pić, bo wiem jak alkohol na mnie działa, to nie, chuj. Pije. A potem rzygam. Grr. Wiszę nad tym kiblem. Rękami obejmuje muszlę klozetową. Czuję, że ktoś trzyma moje włosy. Słodko. Gdy już trochę mi lepiej wstaję i sprawdzam, kto się mną tak opiekuje. Jim. Uśmiechnęłam się do niego, niby w podzięce i powiedziałam, że umyję tylko zęby i zaraz wrócę do salonu.
     Wyszedł z łazienki. Matko, głowa mi pęka. Spojrzałam się w odbicie w lustrze. Nie było tak źle, musiałam się tylko uśmiechnąć. Umyłam zęby, a w międzyczasie głęboko oddychałam, chcąc, żeby ból głowy ustąpił. 
      Słyszę, że za drzwiami panuje istny rozpierdol. Krzyki, piski, muzyka, gitara... Zaraz, zaraz. Kurwa, kto śmie ruszać mojego Fendera. Rozjebie człowieka. Wypłukałam i wyplułam pastę. Odłożyłam szczoteczkę i wybiegłam z łazienki. Ruszyłam schodami w górę. Weszłam do mojego pokoju. Moje cudeńko dotykała jakaś narkomanka z koszulką The Doors na sobie. No ja pierdole. Gdy tylko zobaczyła mnie wkurwioną wybiegła z pokoju. Inni stali i się patrzyli. 
- Wypierdalać z tego pomieszczenia, no już - ryknęłam, po czym zamknęłam swój, pusty już, pokój na klucz i schowałam go do kieszeni swoich obcisłych spodni. Zeszłam na dół, przeciskając się przez ludzi, których kompletnie nie znałam i nawet nie miałam ochoty ich poznawać. Niech się bawią (byle dobrze), a potem spierdalają. Miła ja... Dobra, przyznam - po alkoholu robię się ciut agresywna. Włączyłam tym razem losowy koncert Judas Priest. Leciał utwór Love Bites. Wzięłam butelkę Danielsa i zaczęłam się kręcić w kółko. Jakiś obcy przyciągnął mnie do siebie i nie wiem jak to się stało, ale upadliśmy. Czułam jego wielki, mokry język na swojej szyi. Chciałam go odepchnąć, ale zamiast tego zaczęłam się chorobliwie śmiać. Pustka. Przebłyski dźwięków Judsów. Jakaś laska biega goła po salonie. 
Pustka. 
Zamknęłam oczy. 
Godziny mijały... 
    Ocknęłam się. Leżałam na podłodze, w tym samym miejscu co zasnęłam (?!) Nie miałam na sobie koszulki. Gdzie leżała? Pod cielskiem tego faceta, co mnie lizał. Fu, jaki obleśny. Dobrze, że mam na sobie te obcisłe spodnie, nikt ich nie zdejmie, pomyślałam. Uderzyłam go z całej siły w brzuch. Skręcił się i przewrócił na bok, tym samym dając mi dostęp do koszulki. Włożyłam swój t-shirt, po czym rozejrzałam się po pomieszczeniu. Większość ludzi leżała na podłodze kompletnie zaćpana i zalana. Wyostrzyłam wzrok. Andrea jeszcze się trzymała. Zlizywała coś, bo nie wiem co, z torsu jakiegoś pięknego, latynoskiego Jezusa. Szalona. Kurde, ona to zawsze całą impreze przeżyje, a ja odpadam po naprawdę krótkim czasie.
        Zerknęłam na zegarek. 4 nad ranem. Postanowiłam poszukać pilota, żeby włączyć jakiś dobry koncert (bo ten Judsów, który włączyłam zanim padłam, dawno się już skończył). Czołgałam się po całym salonie. Nie, nie mogłam wstać, bo zarzygałabym cały pokój. Znalazłam. W tym samym momencie, kiedy włączyłam muzykę, do salonu wpadła jakaś ruda lasencja ze skrzynką wódki w rękach. 
- Ej, kurwa. Pobudka. Nie ma spania. Mam wódkę. Kto więcej wypije i nie puści pawia, ten może mnie przelecieć! - krzyknęła, na całą naszą posesję.
     W tej własnie chwili, kiedy ja leżę nieżywa na podłodze i nie mogę wstać, te tłumy zaćpanych ludzi powstało jak na komendę. I wszystko dla seksu z rudą laską. God. Podeszłam na czworaka do ściany, po czym się o nią oparłam. Dobry punkt do obserwacji. Masa ludu. Ruda laska wybrała trzech facetów i jedną kobietę do zabawy z wódką. Na stoliku pełno pełnych kieliszków, obok nich zawodnicy i to wszystko oblężone przez zaproszonych i osoby towarzyszące. Krzyczeli imiona swoich faworytów, piszczeli, wymachiwali rękoma. Jeju, jaka dzicz. Zaraz, zaraz, a gdzie jest Andrea? A, pod telewizorem. Zabawia się z Jezusem. 
       No nie czy oni się... Dobra, to norma. Zerknęłam na zabawę. Jakiś umięśniony metal odpadł. Zarzygał się na głowę jakiejś niskiej dziewczyny. Wybuchnęłam śmiechem. Kieliszek. I kolejny. Tym razem kobieta odpadła. Kolejne porcje alkoholu. Znowu wymiociny. A ja się śmieje, ale w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że to ja będę sprzątać. Super. 
        Zamknęłam oczy. Chciałam już odpłynąć do krainy snu. Dla mnie wystarczy. Rock n' Roll był, drugs i alkohol też. Bez seksu, bo bez seksu, ale jakoś nad tym nie ubolewam. Wolę poczekać na tego jedynego. Nowych ludzi też poznałam, także - dla mnie impreza skończona. Właściwie to już spałam, kiedy ktoś mnie mocno szturchał za ramię. Moja współlokatorka. 
- Wstawaj, trzeba ich już wyprosić pozostałe resztki. Cud, że policja nie przyjechała. Widziałaś co jest na naszym podwórku? Masz wypij, nie będziesz miała kaca - dała mi szklankę z jakąś miksturą. 
     Wypiłam. Ohydne. 
- No nie patrz się tak na mnie. Wiesz co oni zrobili z moim puszystym dywanikiem? Przecież schowałam go do schowka, nie wiem jak to się stało. 
- Kupie Ci nowy. Obiecuję - wstałam i ruszyłam w stronę telewizora. 
     Podłączyłam sprzęt, ustawiłam maksymalny vol i wzięłam mikrofon do ręki. Tak, mamy mikrofon, bo lubimy sobie z Andreą śpiewać karaoke. Podeszłam z nim do drzwi. Otworzyłam, puknęłam w mikrofon i rzekłam: 
- Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy - pisk techniczny głośników i ludzie przebudzeni. - Razem z Andreą dziękujemy za wspaniałą noc i zdemolowanie domu, a teraz - do widzenia. Tu są drzwi. Powtarzać się nie będę. Dzięki za uwagę, część. - odłożyłam mikrofon. 
      Wszyscy zaczęli powoli się zbierać i wychodzić. Posłuchali się za pierwszym razem, bo większość już wie, jak się żegnam za drugim razem, także... Rzuciłam się na sofę. Wreszcie kompletna cisza. Nikt nie drze ryja, nikt nie jęczy z rozkoszy. Czas na drzemkę, pomyślałam. 
- Posuń się - rzuciła moja przyjaciółka i położyła się obok mnie. 
- Nie śpimy już, pomogę Ci posprzątać. Ten syf lepiej ogarnąć teraz, a nie dopiero po południu. 
- No proszę Cię, nie... Która godzina? 
- 8.43. - odpowiedziała mi, włączając przy tym koncert Gunsów na DVD. 
- Zobacz na Rose'a. Jest idealny. 
- Tak, powtarzasz mi to codziennie kochanie - ziewnęłam. - W jakich czasach ja się urodziłam. Tak bardzo pragnę lat osiemdziesiątych. Nawet ta impreza nie była taka jak chciałam. Ci ludzie tacy sztuczni, laski puste... 
- Obie pragniemy, ale co tu dużo gadać. To są marzenia ściętej głowy - machnęłam ręką i wtuliłam się w poduszkę, a Andrea we mnie. 
- Nigdy nie mów nigdy - rzuciła poważnie. 
        Przytuliłam ją mocno, po czym zasnęłyśmy po chwili. 
Ciemność. 
Ciemność. 
Pustka. 
Ciemność. 
Zaraz, widzę światełko. 
Umarłam? 
To światełko się powiększa... 
Wielka, jasna dziura się powiększa. 
Zaraz, zaraz, widzę beton. 
Widzę śmietnik. 
Jezu, zbliżam się do tego.
 Ja spadam.
Zaczęłam krzyczeć. 
Ktoś ze mną jest. 
To Andrea. 
Też krzyczała. 
My spadamy... Z nieba? 
Jeb.
Jesteśmy w wielkim koszu. 
Jezu, muszę wyjść. 
        Pociągnęłam przyjaciółkę za ramię, żeby wytargała się z tych śmierdzących rzeczy razem ze mną. 
- Ał, ja pierdole - wrzasnęłyśmy jednocześnie, spadając na twardy beton. 
- Matko, moje biodro, co jest? - Andrea powoli podnosiła się z ziemi, a ja leżałam, bo bolała mnie kostka. 
        Patrzyłam się w niebo. Było takie, takie inne. 
- O co chodzi? Mamy jednocześnie ten sam sen czy co? - moja współlokatorka machała nerwowo rękoma. Zaczęłam się śmiać. 
- Spokojnie, zaraz obczaimy co się dzieje - śmiałam się dalej. Wstałam, powoli. Kostka, już mnie tak nie bolała. Dziwne. Rozejrzałam się dookoła. Byłyśmy w tak zwanej ślepiej uliczce. Szczury, śmietnik, a pod ścianą zarzygany menel. Postanowiłam z niej wyjść. Stałam na chodniku. Znowu się rozejrzałam i mnie zatkało. Milczałam przez chwilę. Spojrzałam się na moją przyjaciółkę, która również patrzyła na wszystko z zachwytem i oczywiście otwartą buzią. 
- Andrea czy my nie jesteśmy w... 
- Cicho, zobacz - współlokatorka schyliła się i podniosła z ziemi gazetę. - przeczytała coś i oddała mi papier. 
     Zaczęła się śmiać. Strasznie głośno jak na nią. Spojrzałam na gazetę. I tylko jedno rzuciło mi się w oczy, a mianowicie napis: 
"Los Angeles 8 luty, 1987 rok."
      Otworzyłam już usta, żeby powiedzieć coś Andreii, ale ta, przytulała palmę rosnącą 20 metrów ode mnie. Co się dzieje. Chyba śnię...

21 komentarzy:

  1. Tak cholernie, cholernie oklepane. Nie zapowiada się na nic interesującego, ale cóż, zobaczymy, co będzie dalej. Weny życzę, dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem czy tak oklepane, bo ja jeszcze nie widziałam opowieści fantastycznej o LA, Gunsach, Maidenach i innych zespołach D: To dopiero wstęp D: Spokojnie, dziękujemy :D

      Usuń
  2. Jej, jak fajnie się zapowiada! ^^ Jako, że to dopiero początek to nie będę się za bardzo rozpisywać, raczej poczekam, aż wszystko się rozwinie, ale zaraz, zaraz, 8 luty to urodziny mojego ukochanego Vince'a! Kurwa, głupia ja. Nie o tym.
    Zaciekawiło mnie to, cholernie. Czy dobrze wyczuwam, że Andrea spotka Axla? XD
    Czekam na ciąg dalszy, mam nadzieję, że będziecie informować o następnych rozdziałach na asku, kotełki! I w między czasie zapraszam do Oliwii i do mnie - http://take-me-to-the-top.blogspot.com/ c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przecież, że oczywiste, że go spotka. Raczej nie inaczej.
      A co do 8 lutego - Wiczka tak obczaiła, szukała tras koncertowych Iron Maiden, i musiała wszystko ładnie pozgrywać. :- )
      Dziękujemy i wstąpimy, oraz zapraszamy ponownie.

      Usuń
  3. Mi się podoba! Ogólnie lubię takie opowiadania, ale gdy to opowiadanie jest mojej mamy i jej przyjaciółki to miodzik! :) Wiadomo, że to jest taki wstęp, ale ten wstęp mi się bardzo podobał. Jest impreza, jest zabawa xD Jestem ciekawa, co się wydarzy dalej, bo w końcu one się przeniosły do lat 80 tak? xD Pozdrawiam i weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne! Nie mogę się doczekać dalszej części! Sama też tworzę takie historie ale nigdy mi się nie chce ich nigdzie zapisywać :(. Trzymam za Ws kciuki ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. jejku! :D strasznie mi sie podoba :D nie moge sie doczekać następnego rozdziału :))
    P.S byłam pewna, że ten Jim przeleci Viktorię, a tu takie rozczarowanie xDDD

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie podoba mi się tylko jedno... Że nie ma rozdziału drugiego XD Ja chcę wiedzieć już co będzie dalej! Kocham takie opowiadania. Mogę się poczuć jakbym tam była :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniałe, wspaniałe, wspaniałe! Czekamy na kolejny rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  8. O borze... Ty już dawno skradłaś moje serce, więc nie może mi się nie podobać :) W sensie Twoje opowiadania i w ogóle, haha xD
    Zapowiada się... Ciężko powiedzieć, jak się zapowiada, bo na razie to się nie zapowiada. Jedynie Twój styl może urzec, ale w moim przypadku stało się to już dawno, więc no...
    Tak bez ładu i składu piszę, więc może po prostu - czekam na kolejny? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie do której z nas to jest kierowane, bo jest nas tutaj dwie. Wiktoria, i ja :)

      Usuń
    2. Mój błąd - nie sprawdziłam :P
      Pytanie akurat jest retoryczne xD
      Wcześniej czytałam tylko blogi Adler, ale narracja Andrei też jest zajebiście wciągająca :D

      Usuń
  9. Ojejku! Aż mi łezka spłynęła jak przeczytałam ostatni akapit. To jest świetne. Pierwszy raz coś takiego czytam. Halo! Piszecie szybko dalej.
    Ups, sprzątanie rzygów ;-;
    Dywanik <3
    Seksowny tyłeczek <3

    OdpowiedzUsuń
  10. jestem na tak. zobaczymy co bedzie w kolejnym "odcinku" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapowiada się zajebiste opowiadanko! :'D
    Podoba mi się bardzo taki styl pisania, wszystko tak na luzie, dzięki czemu ani raz nie powiało nudą i czyta się to bardzo przyjemnie. :)
    Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się szybko.
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Ej zajebiście się zapowiada!
    Styl pisania jest inny niż wszystkich opowiadań. Przyjemnie się czyta bo piszecie lekko i że tak powiem...normalnie, realnie? Coś takiego :D
    Czekam na więcej, piszcie szybko ;__; Weny życzę i pozdrawiam c:

    OdpowiedzUsuń
  13. nieźle się zapowiada
    życzę dalszej weny i powodzenia c:

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem tak pozytywnie zaskoczona..Poziom bardzo mi się podoba, ale jak połączyły się dwa takie talenciki to musiało wyjść coś zajebistego.
    Końcówka- genialna! Tak bardzo mnie zaciekawiłyście..
    Gratuluje pomysłu. Świetnie, że razem piszecie.
    Czekam na następne i życzę dużo weny :) Mam nadzieję, że szybko tego nie porzucicie i będziecie pisać dla nas.

    OdpowiedzUsuń
  15. "Podróż" na samym końcu szczerze mnie zaskoczyła. Bardzo ciekawy pomysł. Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  16. Wspaniały pomysł po prostu! :)
    Pomysł wydaje mi się bardzo ciekawy i czekam na następny rozdział! :D
    Życzę dalszej weny i pomysłów :3

    OdpowiedzUsuń
  17. Ojsnatghsdurtyrsgtbyrtrdwalsmusicyrausegct *___________*
    Jezusie jakie to zajebiste i przede wszystkim profesjonalnie napisane. Ale co się dziwić, jak cudowne autorki to stworzyły :)
    Kurde interesujący jest fakt, że nigdy takiego opowiadanka nie widziałam. W sensie z GN'R i IM. Może być ciekawie.... Co ja pierdolę?! Musi być ciekawie! ;)
    Życzę weny i mnóstwa pomysłów :3
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń